rozdzielnica

Taka sobie opowiastka o rozdzielnicach niskiego napięcia

Był sobie dom. Ten dom był wielki i pusty. Kiedyś mieszkali w nim ludzie, ale już dawno nie mieszkają. Teraz to wszystko stoi puste i jedynie od czasu do czasu podjeżdża jakiś tajemny transport z jednej czy drugi fabryki dorzucając do śmieci, którym dom był przepełniony różne uszkodzone, czy zniszczone elementy, których nie opłacało się oficjalną drogą utylizować.

Moja opowieść z rozdzielnicami w tle

rozdzielnicaTakie już są czasy. Oficjalna droga jest droga ( fajna zbitka wyrazów), a komu się opłaca wydawać więcej pieniędzy, kiedy może mniej. Bo tak tylko za benzynę i wybranemu zaufanemu pracownikowi za „lewiznę”. No i taki pracownik przyjeżdżał i po cichu, patrząc wpierw uważnie, czy nikt nie patrzy rozładowywał, co tylko się dało. A to czego nie tym bardziej. No i gdzieś w ukrytej przed uważnym spojrzeniem przypadkowego przechodnia piwnicy lądowały najpierw szafy rozdzielcze. Kiedy już je rozstawiono znowu chwila spokoju i dokładne obejście całej okolicy. Nie byłoby fajnie, gdyby ktoś to zauważył. Kiedy pracownik odpowiedzialny ( fajnie ta nazwa do niego pasuje) doszedł do wniosku, że jest bezpiecznie wziął się za stacje transformatorowe. Tutaj miał trochę z tym pracy, gdyż takie stacje, to nie w kij dmuchał. No, ale kiedy wreszcie się nasapał, spocił ale wyładował i zaniósł, gdzie potrzeba, to mógł się wziąć za resztę tego, co miał na pace. Ale oczywiście wpierw musiał sprawdzić, czy wszystko gra pod względem bezpieczeństwa i czy nikt go nie widzi, czy raczej nie obserwuje. Kiedy doszedł do wniosku, że w obejściu jest czysto, mógł się zabrać za kolejne rozładunki. Jako następne z niecierpliwością czekały szafy sterownicze. To był wielki problem je wyciągnąć i zanieść, gdzie potrzeba. No, ale się udało. Potem jeszcze pocięte na drobne części w fabryce rozdzielnice niskiego napięcia. Po każdym z etapów rozładunku uważnie patrzył, czy teren jest czysty. Kiedy wszystko wydawało się być bezpieczne rozładował jeszcze baterie kondensatorów. I to już był koniec pracy, mógł wracać do domu.

Kiedy odjechał z ustawionej nieopodal drewnianej skrzyni wyczołgał się reporter z lokalnej gazety z aparatem w ręku. Zadowolony z siebie z uśmiechem poszedł do miasteczka. Jutro będzie bombowy reportaż.